TUL 2050

Jacek Szafran

Forum Replies Created

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 15 total)
  • Author
    Posts
  • Jacek Szafran
    Participant

    Szanowni Panowie,
    to co powyżej napisaliście idealnie nadaję się do naszej wizji, ale też przede wszystkim wdrożenia.
    Powiem szczerze, że o większości tych instrumentów, które Panowie opisaliście nie miałem w ogóle pojęcia. Pewnie dlatego, że od zawsze (czyli od momentu rozpoczęcia pracy na PŁ) łączę pracę naukową z praktyką w przedsiębiorstwie i dlatego dla mnie to raczej droga “naturalna”.
    Niemniej jednak dziękuję za tę dyskusję. Świetne są te pomysły!

    Jacek Szafran
    Participant

    Przyznaje – dotykamy sfery bardzo delikatnej, czysto ludzkiej, związanej z wychowaniem, pochodzeniem, poglądami, wrażliwością etc. Myślę, że długoterminowo powstanie Kodeksu jest konieczne. Pamiętajmy, że zmiany, o które jak sądzę wszyscy postulujemy to zmiany długoterminowe. Ale pracę nad nimi warto (trzeba) zacząć już teraz. To konieczność.
    Dziękuję za udział w dyskusji.

    in reply to: Struktura Uczelni a spodziewane zmiany w ich otoczeniu #1899
    Jacek Szafran
    Participant

    Odpowiadając na pytanie: zdecydowanie zmiany rynkowe muszą mieć odzwierciedlenie w kursach i kierunkach.
    Prowadzenie kierunków przez dwa/trzy wydziały w zasadzie już jest koniecznością. Nad tym tematem trzeba rozpocząć pracę już teraz. Osobiście jestem zwolennikiem „małych kroków” więc na początek jeden wspólny kierunek i wyciąganie wniosków po każdym zakończonym roku, a następnie wdrażanie poprawek. Po trzech/czterech latach można by otworzyć kolejny kierunek korzystając z doświadczeń poprzedniego.
    Gdyby na poważnie udało się zaangażować w kreowanie tegoż cztery/pięć osób z chęcią i energią kreowania czegoś nowego to myślę, że sukces przyszedłby dość szybko.
    Nawiązując jeszcze do mojego wpisu na temat MBA na PŁ – potrzebujemy również w edukacji i dydaktyce specjalistów zewnętrznych. To w moim przekonaniu konieczność.

    in reply to: Studia MBA w PŁ #1898
    Jacek Szafran
    Participant

    Przeczytałem Panów ciekawą dyskusję. W zasadzie ze wszystkim się zgadzam, no bo tak:
    – te studia musza kosztować dużo i od początku muszą być prestiżowe (w pewnym sensie cena kształtuje prestiż),
    – współpraca z uniwersytetem zagranicznym – oczywiście, że tak,
    – kierunki związane z Łodzią – w naturalny sposób – tak.
    Co już do samych kierunków – tutaj należy budować kierunek od rozpozonania posiadanych/potencjalnych specjalistów w dziedzinie. To kluczowe. Nie budujmy kierunku o pięknej i wzbudzającej zachwyt i zainteresowanie nazwie bez posiadania fachowców w tej dziedzinie. To nie jest dobry model, w szczególności kiedy rozpoczynamy dopiero pracę w tym zakresie. Zacznijmy dobrze, a dobrze skończymy.
    Patrząc nieco szerzej na samą edukację wyższą (choć MBA jest tutaj wyjątkowo dobrym polem do popisu) to w moim przekonaniu dobiegają końca czasy, w których edukacja to domena jedynie pracowników naukowych zatrudnionych na uczelni. Znaczy można dalej hołdować temu modelowi ale czy będzie on odpowiadał potrzebom świata obecnego? Moim zdaniem nie.
    Potrzebujemy (wykładowcy, pracownicy naukowi) wsparcia specjalistów z zewnątrz, z przemysłu, którzy są w stanie pokazać obecne problemy, trendy, modele pracy etc.
    Nie możemy czekać, aż sygnał z przemysłu „przebije się” do naszych prac badawczych i przedmiotów wykładowych.
    Ale uspakajając – czy specjaliści zewnętrzni mogą zastąpić ludzi nauki/wykładowców? Absolutnie nie. Natomiast mogą być świetnym ich uzupełnieniem opowiadając i prezentując to o czym wspominałem wcześniej.
    Poza tym wsparcie z zewnątrz może dotyczyć przedmiotów „zawodowych” jedynie. W żadnym razie nie przedmiotów stanowiących podstawę kształcenia – fizyka, matematyka, mechanika etc.
    Taką współpracę na linii prowadzący kurs – specjalista zewnętrzny przyjąłbym z entuzjazmem. Uważam patrząc oczyma wykładowcy właśnie, że wygranymi nie będą tylko studenci (choć oni jednak najbardziej, o co winno nam chodzić) ale również pozostali czyli pracownik naukowy i specjalista z przemysłu. W tym modelu wszyscy od wszystkich mogą się uczyć. I nie wiadomo do czego taka współpraca i wspólne, wzajemne poznanie może doprowadzić …
    Sceptykom wprowadzenia fachowców z zewnątrz na zajęcia na uczelni polecam wykonanie prostego quizu ze swoimi studentami: czy chcesz by zajęcia w danym obszarze prowadził praktyk czy teoretyk? Odpowiedzi wiele by nam wyjaśniły.
    Podsumowując: studia MBA na PŁ – koniecznie; współpraca pracownicy naukowi i specjaliści z przemysłu – koniecznie; przełamywać mury wzajemnych bojaźni i nieufności – koniecznie.
    Kontynuujmy tą dyskusję.

    Jacek Szafran
    Participant

    Pytanie Pana Profesora Bartoszewicza z pewnością pokazuje jedno – dość sporą przepaść pomiędzy realnymi potrzebami (interdyscyplinarność badań), a wymaganiami administracyjnymi („papierologią”). Tak jak Pan Profesor wspomniał w swojej wypowiedzi ta relacja daleko wykracza poza politykę uczelni i pewnie również poza zakres sprawczości wizji na lata 2025-2050 PŁ, którą tutaj wspólnie próbujemy zdefiniować.
    Przypomina mi to nieco sytuację z punktami za publikacje naukowe. Może to moje mocno subiektywne wrażenie, ale spowodowało to nawet „spłaszczenie” rozmów o nauce i badaniach jako takich. Obecnie mówi się „a udało mi się opublikować artykuł za 140 punktów” a rzadko mówi się czego ten artykuł dotyczył i czym w ogóle się zajmujemy.
    Podobnie tutaj – zamiast śmiało się angażować w interdyscyplinarna współpracę zastanawiamy się jak tę współpracę umieścimy później w swoich „papierach”.
    I tak jak w przypadku artykułów i badań stoję na stanowisku by przede wszystkim te badania wykonywać (realizując pomysły rzeczywiste i potrzebne a nie te tzw. „publikowalne), a efekty wcześniej czy później się pojawią, tak i tutaj wyżej stawiam współpracę i interdyscyplinarność niż późniejszy opis poprzez konkretne dyscypliny. Tym bardziej, że na ten opis mamy znikomy wpływ.
    Poza tym uważam, że pomimo wszelkich trudności powinniśmy za wszelką cenę dążyć do współpracy pomiędzy (patrząc z punktu widzenia pracownika PŁ) poszczególnymi wydziałami. Kooperacja osób reprezentujących różne dziedziny, o ile jest rzetelna i prawdziwa, musi przynieść świetne efekty. Może nie nagle i może nie od razu, ale w dalszej perspektywie jest jedyną słuszną drogą (zdaje się, że i również z punktu widzenia tzw. „punktozy” jest również pożądana, choć akurat ten argument wołałbym przemilczeć).
    Podsumowując – starajmy się ze sobą współpracować, róbmy ciekawe i potrzebne społecznie/technicznie badania to w konsekwencji żadne zmiany przepisów, definicje dyscyplin i punktacja czasopism straszne nam nie będą.

    Jacek Szafran
    Participant

    Być może niektórym z obecnych na tym zaszczytnym Forum osób kwestia podjęta przez Panów Profesorów Sawickiego i Bartoszewicza, oraz Pana Prezesa Krysińskiego wydaje się niezbyt istotna. No bo przecież rola profesora na uczelni znana jest od lat i co tu zmieniać…
    A ja akurat uważam, że zadane pytanie, oraz faktyczna rola profesora tytularnego na uczelni wyższej jest kluczowa, a w nadchodzącym czasie jej znaczenie będzie tylko i wyłącznie rosło.
    Z czym obecnie muszą się mierzyć uczelnie wyższe (opinia mocno subiektywna)?
    – niż demograficzny,
    – ciągłe problemy z dofinansowaniem nauki,
    – ogromna konkurencja pomiędzy uczelniami jako takimi,
    – ogromne potrzeby rynku pracy co wiąże się z tym, że coraz mniej młodych ludzi chce nauką się zajmować, i nie mam nawet na myśli badań o randze światowej, ale w ogóle badań jako takich,
    – no i co za tym idzie, starzenie się kadry na uczelniach bez ciągłości w przygotowaniu do pracy młodzieży,
    – i jeszcze zapewne kilka innych.
    To są problemy o ogromnym ciężarze gatunkowym. Niestety.
    No więc przechodząc do zasadniczej części pytania kim powinien być/powinien się stać profesor tytularny w czasach obecnych (dość oczywistym wydaje się fakt, że jest specjalistą w dziedzinie, którą reprezentuje posiadając tytuł naukowy więc ten wątek w założeniach pomijam)?
    A zatem moim subiektywnym zdaniem przede wszystkim profesora powinny wyróżniać ponadprzeciętne cechy/wartości moralne. Uważam, że jest to klucz do wszystkiego.
    To od profesora, który jest autorytetem naukowym/zawodowym i dodatkowo moralnym w znacznej mierze zależy „przyciąganie” młodych ludzi do nauki. Jeśli jest to osoba, która interes swoich podopiecznych traktuje na równi (a najlepiej wyżej) niż swój własny to o to w moim przekonaniu chodzi. Obecna młodzież jest zapewne (sami tak o tym mówią) bardziej wrażliwa niż to było np. 20/30 lat. Niebranie tego faktu pod uwagę jest ogromnym błędem!
    Empatia w postępowaniu z ludźmi wchodzącymi tak naprawdę w dorosłe życie jest absolutnie kluczowa. Bez wysokich wartości moralnych o to trudno …
    Teraz być może najważniejsze zdanie w mojej wypowiedzi: skończyły się czasy, że profesor (często również tym samym kierownik katedry/instytutu) pilnował przede wszystkim by w najbliższym otoczeniu nie wyrosła mu konkurencja. I na to poświęcał dużą część swojej energii (oczywiście nie generalizuję i nie piszę, że tak było wszędzie, ale każdy z nas może się spróbować rozejrzeć wokół …). Do czego prowadzi ten rodzaj zachowania – do wyrwy pokoleniowej, która w połączeniu z niżem demograficznym, mniejszym zainteresowaniem nauką wśród młodzieży oraz konkurencją płynącą z rynku powoduje ogromne problemy uczelni wyższych.
    Profesorowie są dziekanami, kierownikami katedr i instytutów. I bardzo dobrze…jeśli zajmują się swoją pasją, czyli badaniami naukowymi, pracują na danym wydziale od lat to oczywiście świetnie.
    Ale skąd przekonanie, że doskonały badacz/profesor będzie doskonałym menadżerem? Będzie potrafił świetnie budować relację ludzkie ze swoimi podwładnymi? Skąd pogląd, że będzie znał się na obecnych trendach/sytuacji w biznesie?
    Możemy w założeniu przyjąć, że profesor jest również szefem. Tak jak w prywatnej firmie Prezes, Dyrektor etc.
    Łatwo sprawdzić jak dalece obecnie ważne są umiejętności „miękkie” – zarządzanie zespołem ludzkim, zarządzaniem zmianą, zarządzanie w biznesie etc. Wystarczy zerknąć na portal LinkedIn i sprawdzić ile każdego dnia oferuje się szkoleń w tych właśnie zakresach. Nie możemy myśleć, że tytuł profesora zwyczajnego „załatwia” również te umiejętności. Nie, nie załatwia.
    W tzw. przemyśle, zarządzający spółką w sytuacji gdy zauważa, że na rynku zaszły zmiany i on i organizacja, którą reprezentuje potrzebują wsparcia w tych zakresach to po prostu tych ludzi zatrudnia (oczywiście przyjmując, że są to potrzeby decydujące o sukcesie tejże spółki na rynku). Rzadko przecież zdarzają się sytuacje, w których te nowe, potrzebne umiejętności mają pracownicy już zatrudnieni (oczywiście jeśli tak jest to świetnie).
    A zatem kolejna kwestia dotycząca profesorów/kierowników/dziekanów – co z umiejętnościami czysto biznesowymi? Czy można stwierdzić, że profesor w czasach obecnych również doskonale zna sytuację rynkową w swojej dziedzinie, wie jak wprost „spieniężyć” wiedzę swoją i swoich współpracowników dla dobra Uczelni? Wie jak wyprodukować i sprzedać produkty/usługi? Zapewne występują takie przypadki, ale myślę, że jest to jednak mniejszość.
    Podsumowując sądzę, że wsparcie przez specjalistów z zewnątrz w w/w zakresach jest niezbędne jeśli uczelnia ma się rozwijać co najmniej tak szybko jak świat obok niej.
    Oczywiście powstaje ogromny problem jak rozdzielić kompetencję pomiędzy profesorem/dziekanem/kierownikiem a specjalistą z zewnątrz, ale przecież nie jest to sprawa niemożliwa do załatwienia.
    Uważam również budując hipotetyczną sytuację, że profesor/kierownik/dziekan mogąc współpracować ze specjalistą w dziedzinie zarządzania kapitałem ludzkim oraz specjalistą w zakresie biznesowym będzie po prostu … człowiekiem szczęśliwym i daleko bardziej efektywnym w swym działaniu.
    Podsumowując – wysokie cechy moralne oraz wsparcie przez specjalistów z zewnątrz dadzą lepszą przyszłość uczelni i … jej profesorów.
    Zapraszam Państwa do dyskusji.

    in reply to: Atrakcyjność studiów III stopnia #1883
    Jacek Szafran
    Participant

    Dodając – uważam, że nie powinniśmy twierdzić, że doktoraty wdrożeniowe nie funkcjonują, bo sam miałem okazję być w Komisji tego rodzaju doktoratu właśnie. Akurat w dziedzinie, którą reprezentuję są raczej rzadkością co nie oznacza, że w innych ten typ aktywności nie działa.
    Natomiast pomysł wyróżniania firm wspomagających działania doktorantów – świetny. O to właśnie chodzi! Jako Prezes firmy tego właśnie bym oczekiwał, oprócz samej satysfakcji, że pracownik się rozwija. Tytuł Partnera PŁ pewnie pomoże zarówno naszej młodzieży jak i w pewnym sensie pracodawcy (choćby marketingowo). Chociaż… trudno jednoznacznie teraz stwierdzić do czego taka droga może nas zaprowadzić, bo przecież ten pracodawca może powiedzieć – skoro mam u siebie w firmie młodego i ambitnego człowieka to być może powinniśmy pomyśleć wspólnie o jakimś wdrożeniu? Może nagle się okazać, że laurka bycia Partnerem PŁ wywoła pozytywne skutki, dodatkowe ambicje i ta współpraca nie będzie polegała jedynie na pomocy doktorantowi a też na innych, wspólnych aktywnościach. Jeśli nawet będzie dotyczyło to tylko 10% firm współpracujących to ciągle to będzie o 10% więcej niż jest obecnie. A o to nam chodzić powinno.

    in reply to: Potencjał abstrakcyjnego myślenia #1881
    Jacek Szafran
    Participant

    Postaram się coś od siebie dodać, choć zagadnienie trudne …
    Sądzę, że w „odczarowaniu matematyki” sam slogan marketingowy nie pomoże. Choćby, z góry za to przepraszam, wyglądał następująco: „Jeśli chcesz zostać królem życia, zostań najpierw królem matematyki na PŁ – pomożemy Ci w tym drugim!”. Choć oczywiście z samych akcji marketingowych i promocyjnych bym nie rezygnował.
    Myślę, że kluczem w sprawie jest aby młodzi ludzie uwierzyli nam w to, że w zasadzie matematyka jest „o czymś innym” – czytaj o „abstrakcyjnym myśleniu”. No tylko, że jak im to tak przedstawimy, a potem na zajęciach zaproponujemy „stare” podejście to ilu ze studentów nam uwierzy? Ilu przekonamy? Być może po latach powiedzą … a faktycznie, facet miał rację. Tylko, że powinniśmy tego chcieć tu i teraz.
    Trzeba zastosować więc jakieś nowe i inne podejście. Posłużę się przykładem, który już od dłuższego czasu wykorzystuję podczas moich zajęć z projektowania konstrukcji stalowych (choć on nie jest wprost, ale prezentuje pewną ideę). Oczywiście pojęcia nie mam czy on jest jakkolwiek skuteczny, ale na pewno jest … inny. A zatem:
    „Szanowni Państwo tak naprawdę te zajęcia nie dotyczą projektowania konstrukcji stalowych w budownictwie … znaczy oczywiście w głównej mierze to tak, ale tak naprawdę to są one o tym co wszystkich nas bardzo interesuje, a mianowicie … o pieniądzach.
    No bo zobaczcie my będziemy tutaj np. mówić o nośności słupa stalowego, wykorzystywać dziesiątki wzorów i tabel, a celem naszym będzie konkretny, zaprojektowany słup, o konkretnym kształcie i ciężarze własnym, za który to Państwa przyszły umiłowany wielce inwestor będzie musiał zapłacić odpowiednią ilość PLN. Czyli podsumowując, celem naszym jest by nasz słup spełniał wszystkie wymagania bezpieczeństwa, ale by również nasz drogi inwestor nie musiał za niego zapłacić nawet złotówki więcej niż to jest konieczne!
    Mało tego jeśli nie poświecie tej „nauce o pieniądzach” nadmiernej uwagi to może się okazać, że w Waszym zawodowym życiu inwestor już nie będzie Wasz! Będzie kogoś kto ten czas, który tu wspólnie spędzamy lepiej spożytkował”.
    A zatem – mówienie o tym samym tylko z innego punktu widzenia/kontekstu.
    No to może w przypadku matematyki znaleźć dwóch/trzech świetnych mówców, którzy pojawią się trzy razy w semestrze i opowiedzą o połączeniu matematyki i abstrakcyjnego myślenia w super atrakcyjny sposób? No może i tak … ale wciąż będziemy mieli ten sam problem. Pozostałe godziny i zaliczenia mamy z tym samym prowadzącym, który już porywająco o tym nie mówi, a może i nawet w te „nowe techniki” nie wierzy…
    No to może wyszkolić kadrę po prostu? Zorganizować szkolenia z w/w mówcami i specjalistami w dziedzinie i nauczyć się tego by być przekonującym dla studentów? To oni muszą nam uwierzyć.
    Wiem, że sprowadzamy tym samym bardzo poważny przedmiot do pewnego rodzaju „show”, ale przecież nie chodzi o to by cały kurs był taki, a by jedynie (albo aż…) za cel postawić sobie udowodnienie, że matematyka jest o czymś innym…
    I dodatkowo – z zasady każde zajęcia zaczynać od tego by powiedzieć/udowodnić gdzie w realnym życiu znajdziemy to o czym dziś będzie wykład/ćwiczenia!
    „Szanowni Państwo – po co ja Wam będę dziś o tym mówił?” Od tego zaczynajmy.
    Hasła, slogany, akcje marketingowe – wszystko to jest potrzebne, ale przede wszystkim musimy sprawić to, żebym student nam uwierzył, że królowa nauk, matematyka jest o abstrakcyjnym myśleniu. Aby to zrobić musimy zainwestować w szkolenia by zmienić siebie i prowadzić zajęcia zgodnie z najnowszymi, atrakcyjnymi dla studentów trendami.
    Ale przede wszystkim sami musimy uwierzyć w to co mówimy – tylko wtedy będziemy wiarygodni dla innych.

    Naturalnie zdaję sobie sprawy, że matematykiem nie jestem, nie prowadzę tych zajęć itd. ale jak rozumiem po to powstało to Forum by pozbierać, ano właśnie, nawet najbardziej … abstrakcyjne pomysły.

    in reply to: Kodeks honorowy #1877
    Jacek Szafran
    Participant

    Jakub. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Kształtowanie postaw obok samej edukacji również uważam za kluczowe. Zresztą … gdybym miał wybierać to właśnie kształtowanie postaw winno być kluczowe.
    Ale abyśmy nie pozostali przy założeniach jedynie, to spróbujmy może zaproponować tutaj te, jak wspomniałeś, pięć wartości, którym hołdowali by i pracownicy i studenci.
    Sam po zastanowieniu coś od siebie dopiszę.

    in reply to: Atrakcyjność studiów III stopnia #1876
    Jacek Szafran
    Participant

    Odpowiadając na kwestię poruszoną przez Pana Profesora Macieja Demsa – odniosę się tylko do dziedziny, którą reprezentuję, czyli inżynieria lądowa, geodezja i transport (ogólnie budownictwo).
    Oczywiście zgadzam się, że idea doktoratu wdrożeniowego jest świetna i jeśli to możliwe to należy ją i wspierać i wykorzystywać ale … aby była ona możliwa to firma zatrudniająca studenta tą potrzebę wdrożeń musi posiadać. Z reguły jest tak, że firmy zatrudniające absolwentów na etatach inżyniera budowy, bądź asystenta projektanta takich potrzeb/pomysłów nie posiadają; potrzebują pracowników, którym poza wynagrodzeniem pozwalają na dokonanie wymaganych odrębnymi przepisami praktyki zawodowej. Według mojej oceny to 95% przypadków …
    Natomiast gdyby faktycznie zdarzyło się, że jest firma, która jednocześnie zatrudnia „naszego” studenta i ma potrzebę i potencjał wdrożeń to jeszcze po stronie PŁ musi znaleźć się promotor, który tą konkretnie tematyką się zajmuje.
    Sądzę jednak, że gdyby udało się wypracować model, w którym firmy zatrudniające „lekko wspierają” doktorantów (np. poprzez w miarę elastyczny czas pracy) to już by było to bardzo dużo.
    Dziękuję za podjęcie dyskusji.

    in reply to: Potencjał abstrakcyjnego myślenia #1875
    Jacek Szafran
    Participant

    Odnosząc się do dwóch wpisów tutaj umieszczonych przez Panów Andrzeja Bartoszewicza i Bartłomieja Zgorzelskiego łatwo wyciągnąć wniosek, że sztuka myślenia abstrakcyjnego w obecnych czasach jest kluczowa i niezwykle potrzebna. Zgadzam się z tym w pełni.
    Dodatkowo można by się pokusić o budowę takiego, dodatkowego pytania – czy rozwój AI będzie powodował wzrost tej umiejętności czy też jej spadek? Sądzę, że to dość ciekawa i chyba niejednoznaczna kwestia, choć osobiście sądzę, że jednak spadek … Zatem jeśli miałbym tutaj rację, to problem obecny w tej tematyce za chwil kilka będzie jeszcze większy.
    A zatem powinniśmy odpowiednie działania wdrożyć już teraz. Czy będzie to proces prosty? Oczywiście, że nie.
    Wspomniano powyżej, że nie tylko przedmioty matematyczne powinny być tymi, w których sztuka abstrakcyjnego myślenia jest rozwijana i oczywiście się z tym zgadzam. Ale aby nie pozostać tylko z takimi okrągłymi zdaniami i ogólnikami chciałbym zaproponować pewne „przemyślenia” z mojej dziedziny czyli budownictwa – nie sądzę, żeby były one jakkolwiek rewolucyjne, ale po prostu zauważam ich brak w uczelnianej praktyce dydaktycznej.
    A zatem: jeśli np. oprócz nauki projektowania w budownictwie (moja dziedzina) postawimy sobie za cel to że, zgodnie z definicją myślenia abstrakcyjnego student powinien potrafić przeprowadzić złożone operacje myślowe, które nie muszą być weryfikowane przez doświadczenie, to czego nam brakuje by to tą umiejętność sprawdzić? W moim przekonaniu – czasu. Czasu na zajęciach.
    No by czy uda się to sprawdzić otrzymując po prostu rozwiązane zagadnienie projektowe? Bardzo to jest trudne.
    A czy jest możliwe w bezpośredniej rozmowie ze studentem? Moim zdaniem tak.
    Postaram się o przykład – wyobraźmy sobie projekt obiektu wykonanego w technologii konstrukcji stalowej np. hali wielkopowierzchniowej.
    Student w tradycyjnej formie oddaje projekt składający się z części obliczeniowej i rysunkowej. Bardzo często, pomimo kilku miesięcy wspólnych zajęć ciągle pozostaje osobą dość anonimową dla prowadzącego i cała opinia o nim określana jest na podstawie tego co oddał (pomijam problem niesamodzielnego wykonania pracy …). Czy jest tu miejsce na sprawdzenie umiejętności abstrakcyjnego myślenia? W moim przekonaniu nie.
    Ale … dajmy temu studentowi i prowadzącemu możliwość 20 minut rozmowy w cztery oczy. Do czego ona może prowadzić? Oczywiście do pytań i odpowiedzi. Jakich? A np. takich:
    – proszę mi powiedzieć czy tą belkę to musze umieszczać w pozycji poziomej? Jeśli tak to dlaczego, jeśli nie to dlaczego?
    – można zauważyć, że dość znaczącą część oddziaływań stanowi oddziaływanie wiatrem; co moglibyśmy zrobić by to oddziaływanie zmniejszyć pozostając przy takich samych gabarytach budynku?
    – itd. itp.
    Sądzę, że tego rodzaju rozmowa pozwoli prowadzącemu nie tylko na sprawdzenie wiedzy studenta, ale też zwróci uwagę temuż, że sztuka projektowania to nie tylko podstawianie liczb pod wzory, ale też skuteczne zadawanie sobie pytań, czasem bardzo abstrakcyjnych.
    Ale, aby nie było tak, że wymaga się jedynie od studenta to teraz kamyczek do ogródka prowadzącego zajęcia.
    Przy najdrobniejszym tłumaczonym zagadnieniu zadawajmy głośno pytanie – dlaczego?
    Dlaczego tym się akurat zajmujemy? Dlaczego to ma być to pojęcie, a nie to, o którym mówiliśmy trzy tygodnie wcześniej? Dlaczego mając dwa te same wydawałoby się definicje/wzory mamy dwa różne wyniki?
    Mam wrażenie, że zadając ten rodzaj pytań to po pierwsze „ożywiamy” nasze zajęcia, a poza tym w małym, ale jednak ciągle, stopniu powodujemy rozwój myślenia abstrakcyjnego. Słysząc głośno zadawane pytania student musi być aktywny, aż do momentu gdy ta odpowiedź nie padnie.
    I jeszcze jeden pomysł, na przykładzie: wyobraźmy sobie jakiś wzór, na przykład wzór opisujący wartość oddziaływania wiatru na obiekt. Może zamiast podawania tegoż i omawiania „na sucho” poszczególnych jego składowych wywołajmy dyskusję:
    – Szanowni Państwo mamy obiekt taki i taki, o wymiarach takich i takich; jak Państwo sądzą od czego zależy siła oddziaływania wiatru na nasz obiekt?
    Słyszymy i zapisujemy odpowiedzi, a dopiero następnie weryfikujemy je z zapisami normowymi.
    Być może takie, w sumie proste zabiegi, pozwolą na posiadanie absolwentów, którzy będą marzeniem każdego pracodawcy (którym osobiście również jestem) czyli takiego, który przychodząc do przełożonego z problemem na jednej kartce, na drugiej posiada trzy możliwe rozwiązania i rolą tego przełożonego jest wybór jednego z nich. Czego i sobie i wszystkim życzę zapraszając do dyskusji.

    in reply to: Wykorzystanie odpadów i Gospodarki Obiegu Zamkniętego #1873
    Jacek Szafran
    Participant

    Podjęte zagadnienie uważam, za niezmiernie istotne. Powód tego jest jeden i zasadniczy (zwracam uwagę, że piszę to jako pracownik WBAiS) – temat ten w programach studiów na kierunku budownictwo, o ile się orientuje, w zasadzie nie istnieje. Czy zatem powinien? Zdecydowanie tak.
    Dlaczego?
    Moje wrażenia w zakresie tematyki „Circular Economy” jest takie, że jest zbiór zagadnień w stadium początkowym/raczkującym. Podkreślę, że to moje prywatne wrażenie płynące z moich dotychczasowych doświadczeń (raczej niewielkich). Natomiast jeśli głównym celem polityki „Circular Economy” jest:
    – maksymalna redukcja odpadów,
    – wydłużenia życia produktów,
    – naprawa, remont i ponowne wykorzystanie,
    to nawet przy niewielkiej znajomości zagadnienia łatwo sobie uzmysłowić, że ta tematyka ściśle dotyczy dziedziny budownictwo.
    Czy może być to nowa dziedzina gospodarki? Trudno jednoznacznie to stwierdzić. Na chwilę obecną raczej sądziłbym, że będzie to raczej poddziedzina dla każdej z dziedzin np. dla budownictwa, dla lotnictwa, dla energetyki etc.
    Czy powinny na PŁ pojawiać się kursy dotyczące tych zagadnień? Zdecydowanie tak.
    Dlaczego? Przede wszystkim dlatego aby budować świadomość tej tematyki wśród studentów, a za chwilę wśród absolwentów. Jeśli można przyjąć idąc za moim tokiem rozumowania, że jest to tematyka raczkująca to czas na rozpoczęcie działań edukacyjnych w tej tematyce właśnie się rozpoczął.
    Jak to zrobić?
    Myślę, że kierunek budownictwo jest akurat bardzo dobry do wprowadzenia zagadnień związanych z „Circular Economy”, bo przecież to w ramach tego kierunku mówi się o starzeniu materiałów, utracie nośności w czasie, kosztach budowy etc. (zapewne na innych kierunkach jest podobnie ale jako osoba zaangażowana w budownictwie w teorii i praktyce wypowiadam się tylko w tym kontekście). Myślę, że na początek będzie trudno zbudować jeden kurs tego dotyczący (poza tym uważam, że większy pożytek będzie z uwzględnienia CE na kilku/kilkunastu przedmiotach w małych porcjach niż w jednym dużym), ale wprowadzenie elementów CE do poszczególnych przedmiotów tj. projektowanie konstrukcji stalowych, projektowanie konstrukcji betonowych, projektowanie konstrukcji drewnianych czy też fizyka budowli jest nie tyle możliwe, co wręcz potrzebne.
    Jak bym to zrobił?
    Wprowadziłbym do nauki projektowania i wykonywanych przez studentów projektów dodatkowo (nawet jako część dotyczące wniosków) uwzględnienie zasady powszechnie znanej jako „Zasada 6R”, czyli:
    – odmów (np. uzasadnij, że w kontekście projektowania danego obiektu bardziej eko będzie wykorzystanie innego materiału (oczywiście nie odrzucając tego, który projektowi podlegał) co da nam rzecz bardzo pożądaną – świadomość);
    – ogranicz (np. uzasadnij krótka analizą obliczeniową, że nie należy projektować dużych nośności na przyszłość (czytaj: zużywać dużo materiału w fazie początkowej) a jedynie posiadać pomysł na to jak konstrukcje wzmocnić (i wtedy ponieść koszt materiałowy) gdy taka potrzeba w przyszłości zajdzie – świadomość);
    – używaj ponownie (np. wskaż możliwy potencjał do ponownego wykorzystania materiałów/elementów w przyszłości po końcu życia konstrukcji – świadomość);
    – naprawiaj (np. temat skrojony dla budownictwa i dla miasta Łodzi jako takiego – sztuka naprawy i wzmocnień konstrukcji istniejących, wykorzystanie oryginalnej tkanki przy nowych funkcjonalnościach – świadomość);
    – oddaj do recyklingu (np. wskaż rozwiązania zamienne do zastosowanych tak by były możliwe w pełni do recyklingu co będzie je odróżniało od tych w projekcie ujętych z uwzględnieniem krótkiej analizy ekonomicznej (to też ważne) – świadomość);
    – zastanów się co możesz zrobić lepiej (np. podaj wprost wady w kontekście CE tego co zaprojektowałeś – świadomość).
    Zwracam uwagę również na fakt, że by potrzeby rynku pracy w tej tematyce za chwil kilka pewnie drastycznie wzrosną. Pracodawcy będą poszukiwali absolwentów, dla których CE to nie jest puste hasło, albo takie, które słyszą po raz pierwszy. Zatem mamy sporą szansę by być w awangardzie budowy świadomości naszych studentów i absolwentów.
    Oczywiście powyżej opisane przeze mnie pomysły nie są jakoś głęboko przemyślane, ale być może mają potencjał do podjęcia dyskusji w tej tematyce?
    Zatem zapraszam do niej właśnie!

    in reply to: Atrakcyjność studiów III stopnia #1859
    Jacek Szafran
    Participant

    Pozwolę sobie na jeszcze jeden wątek korzystając ze swoich własnych doświadczeń i nawiązując nieco do mojego poprzedniego postu.
    Czy da się jednocześnie praktykować zawód (budownictwo – więc możliwości są dwie podstawowe: inżynier budowy lub asystent projektanta) i korzystać z uroków pracy naukowej w ramach Szkoły Doktorskiej, lub jak dawniej studium doktorskiego? Jest to możliwe choć wymaga dużych (nie chcę pisać ogromnych) nakładów pracy, zaangażowania i … charakteru.
    Sam tak pracowałem w latach 2007-2010 (wiem, inne czasy…).
    Co było dla mnie motywacją by w ogóle zając się pracą naukową, skoro kluczową była dla mnie praktyka zawodowa wykonywana po to by uzyskać uprawnienia budowlane do projektowania i wykonywania obiektów budowlanych bez ograniczeń?
    Odpowiem przewrotnie: czas!!!
    Rozwijając: czas praktyki zawodowej jest zbliżony do trwania studiów w Szkole Doktorskiej (czy też Studium kiedyś)!
    Zatem: jeśli przez cztery/pięć najbliższych lat będę ciężko pracował zawodowo i badawczo to ni tylko uzyskam doświadczenie zawodowe, uprawnienia budowlane ale także stopień doktora. A te osiągnięcia uzyskane +/- w tym samym czasie powodują, że znajduje się w zupełnie innym miejscu mojej kariery porównując do osób zajmujących się tylko pracą zawodową albo tylko praca naukową.
    Czy ta droga jest trudna? Ogromnie!
    Czy możliwa? Tak! (polecam się do dyskusji).
    Czy nalezy ją reklamować/propagować? Tak. Sądzę, że Izba Budonictwa chętnie by w takiej akcji wzieła udział.

    in reply to: Atrakcyjność studiów III stopnia #1858
    Jacek Szafran
    Participant

    Odpowiem jeszcze, pozwalając sobie na absolutną szczerość, odpowiedzieć na pytanie Bartka Zgorzelskiego czy absolwenci studiów II stopnia są świadomi jakie są możliwości uzyskania stopnia doktora?
    Moim zdaniem nie. Mało tego ja sam chyba takiej pełnej świadomości nie posiadam …
    A zatem: należy to podnieść w materiałach reklamujących Szkołę Doktorską, przeszkolić w tym zakresie potencjalnych promotorów etc.

    in reply to: Atrakcyjność studiów III stopnia #1857
    Jacek Szafran
    Participant

    Szanowni Państwo,
    debiutując na tym zaszczytnym forum przyłącze się chętnie do tej dyskusji. Opiszę pokrótce nie tylko moje osobiste wrażenia (innych zdaje się być nie może), ale także moje potrzeby i pomysły. Całość podzielę na dwa różne “koszyki” – jako pełnoprawny pracownik PŁ (Wydział WBAIŚ), oraz Prezes Zarządu Spółki pracującej w szeroko rozumianej branży budowlanej. Sądzę, że szczególnie istotny jest fakt, że moje poniżej umieszczone opinie wywodzą się wprost z tej branży i może się zdarzyć, że w innej zupełnie nie będą adekwatne.
    A zatem: Pan Profesor Jacek Sawicki w pierwszym poście spytał – w jaki sposób podnieść atrakcyjność studiów III stopnia? Moja pierwsza myśl (jako Prezes Spółki) jest następująca:
    • szukając pracowników bardzo zależy na tym (budownictwo) by mieli nie tylko rozległą wiedzę merytoryczną w konkretnym, intersującym zatrudniającego kierunku, ale też najlepiej spore doświadczenie w zawodzie. Są to kwestie trudne do pogodzenia. Jedynie nielicznym udaje się prowadzić prace stricte zawodową połączoną ze studiami w Szkole Doktorskiej, a tylko takie połączenie czyni zadość wymaganiom zatrudniającego. Możemy zatem stwierdzić, że mamy już pierwszy powód dlaczego ten rodzaj studiów jest mniej popularny (oprócz oczywiście innych obiektywnych faktów wspomnianych przez Profesora Sawickiego);
    • możemy zatem stwierdzić, że student, który decyduje się na uczestnictwo w studiach doktorskich w pewnym sensie zamyka sobie drogę zawodową, która od razu kroczą jego koleżanki/koledzy; a jeśli nie zamyka, to na pewno znacząco sobie utrudnia mając „z tyłu głowy”, że każdy potencjalny, przyszły pracodawca wyrażając głębokie uznanie dla zdobytego przez niego tytułu doktora spyta go o doświadczenie zawodowe …
    • podsumowując: student z sukcesem kończy Szkołę Doktorską, pisze i broni piękny doktorat i … staje w szranki o pracę z tym, który też skończył studia … ale inżynierskie. W oczach pracodawcy doświadczeń zawodowych mają tyle samo. Zapewne też startują z tego samego pułapu finansowego.
    Wrócę do pytania powyżej nieco je modyfikując: co zrobić by absolwent PŁ zakończył studia doktorskie, uzyskał tytuł doktora i miał przewagę nad innymi kandydatami ubiegającymi się o prace w sektorze budowlanym?
    Moim zdaniem kluczowe jest by brał udział w projektach typu B+R na zasadach bardzo pełnoprawnego członka, i aby ten rodzaj pracy mógł wprost podać w swoim CV.
    Dlaczego?
    Prezes Spółki (takiej czy innej) jest co najmniej raz w tygodniu karmiony informacjami o tym, że: KPO, nowe, dostępne projekty B+R, patenty, pieniądze na rozwój i wdrożenia etc.
    Co sobie o tym myśli? Też bym chciał! Już pal sześć te pieniądze, ale konkurencja nam ucieka!
    A zatem zróbmy to, myśli. I rozgląda się po swoim zespole… Co widzi? Mam grupę doświadczonych kierowników budów z uprawnieniami, inżynierów budowy, projektantów ale nikogo kto znałby się na prowadzeniu badań, zasadach pracy w projektach B+R, laboratoriach, patentach etc.
    I tutaj przychodzi nasz absolwent z tytułem doktora, z doświadczeniami w aktywnej pracy w projekcie/projektach B+R pod przewodnictwem Profesora X lub Y, mający pojęcie o pracy w laboratorium badawczym i posiadający znajomości (większe lub mniejsze) w branży badawczej.
    Czy w tej sytuacji Prezes Spółki będzie pytał o jego doświadczenie w zawodzie, o uprawnienia budowalne czy też będzie porównywał go z absolwentem studiów inżynierskich? Moim zdaniem nie.
    Podsumowując: wyróżniamy studentów Szkoły Doktorskiej poprzez pracę w projektach badawczych. Tu może być ich przewaga na rynku (oczywiście wszystkie w/w myśli dotyczą tych, którzy na Uczelni zostać nie chcą).
    Czy jest to łatwe? Nie.
    Obiecywałem dwa spojrzenia, więc teraz drugie – profesor Uczelni.
    Jeśli będę mógł korzystać z najlepszych absolwentów studiów II stopnia wiedząc, że warunkiem współpracy z nimi to ich udział w projektach badawczych, to czy ta możliwość jest dla mnie atrakcyjna? Tak, bardzo.
    Czy ważny będzie dla mnie fakt, że udział tych zdolnych młodych ludzi w pracach B+R nie tylko niczego przed nimi nie zamyka, a wręcz przeciwnie? Ogromnie ważny. Nie dość, że rozwój dotyczy nie tylko mnie (a może właściwie przede wszystkim nie mnie) a przede wszystkim młodych ludzi, przed którymi długa zawodowa kariera, w której może i dla mnie i dla PŁ się coś znajdzie (poniżej).
    Pójdźmy dalej – w/w Prezes zatrudnił naszego absolwenta/doktora, bo potrzebuje kogoś kto „ogarnie” mu tematy badawcze i w pewnym sensie zacznie spełniać aspiracje Spółki.
    Jeśli nasz absolwent ma dobre doświadczenia z prowadzenia badań z pracownikami PŁ, był dobrze i po partnersku traktowany (choć na pewno nie ulgowo) to jaka jest szansa, że z pomysłami badawczymi swoimi i „swojej” Spółki wróci do nas na PŁ? Moim zdaniem spora.
    A zatem konkluzja główna – projekty badawcze B+R szansą na rozwój Uczelni, ale także absolwentów studiów III Stopnia.
    Zapraszam Państwa do dyskusji.

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 15 total)